Zobaczywszy u Tores lift tej pracy Janny Werner, nabrałam ochoty na zrobienie swojej wersji. W sumie już dawno LO nie robiłam, a akurat zdjęcie się przypałętało do wykorzystania. A do tego oryginał miły i przyjemny.

I tak też miło i przyjemnie się go robiło. Lift, jak to u mnie bardzo wierny pod względem układu, chociaż z kolorami tym razem sobie pojechałam ;) Ale były narzucone przez zdjęcie. Oprócz bazy wykorzystałam tylko i wyłącznie ścinki z pudełka ścinkowego, które od jakiegoś czasu stoi na wierzchu i mam absolutny zakaz sięgania po nowe papiery, dopóki nie sprawdzę czy w ścinkach tego wzoru w nadającej się do wykorzystania wielkości przypadkiem nie ma. I działa jak na razie :)


Zamiast chlapania maciupeńkie śnieżynki, które są efektem pewnego eksperymentu (nie powiem, że nieudanego, ale trochę jeszcze muszę nad tym popracować i dopracować) - całkiem fajnie tu pasują. Przyklejone oczywiście na Glossy i trzymają się idealnie :)

A to z kolei jest... no, kto zgadnie? Haha, to próbka materiału na rolety (rolety kupowaliśmy 2 i pół roku temu, i tyle właśnie czekała na wykorzystanie). Okazało się, że idealnie pasuje odcieniem do koloru kurteczki Jerza na zdjęciu (bo na zdjęciu kolory są przekłamane, to też był eksperyment, tym razem z salonem foto). Materiał jest kompletnie nie strzępiący się i te nitki luźne wypruwałam pracowicie igłą :)

Mam parę ozdobnych taśm, czmu nie. Nawet TH mam. Ale żadna nie pasowała mi kolorem, a te TH są żółte. I to już całkiem mi nie pasowało. Użyłam zatem zwykłych plastrów, takich opatrunkowych, które kolorystycznie pasowały mi zdecydowanie bardziej :)
